Nazajutrz, z rana usłyszałam krzyk Marty.
- JULIA ! - krzyczała, a w jej głosie dało się wyczuć strach.
Szybko zbiegłam po schodach i wleciałam jak poparzona do łazienki. Nawet człowiekowi wyspać się nie dadzą. Jeśli to jakiś żart, to ja wracam do łóżka, a potem zabijam Martę. Myślałam ze śmiechem. Lecz to co zobaczyłam przekraczając próg łazienki, rozwiało to, o czym myślałam jeszcze przed chwilą. Było to takie niesamowite. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.. Z początku, przetarłam oczy i nadal w nie wierząc w to co widzę, uświadamiałam sobie, że to tylko przywidzenia. Ale po chwili zrozumiałam, że to bez sensu, i to co widzę jest prawdą, choć w szczegółności dziwną, zadziwiającą, magiczną, a zarazem niesamowitą. To co stało przed moimi oczyma, a raczej wisiało w powietrzu, była to... woda. Tylko, że to nie była taka zwyczajna woda. Ona, ona.. fruwała, a raczej stała w powietrzu, jeżeli można to tak nazwać. Na samym środku łazienki lewitowała woda. Nie wiedziałam, co zrobić. Marta bacznie mnie obserwowała, i ani śmiała się odezwać. Jakby czekała aż coś zrobię. Oddała sprawę moje ręcę. I ja o tym wiedziałam. Nagle poczułam coś dziwnego. Uczuciem to było, że Marta musi natychmiastowo wyjść z łazienki.
- Marta, proszę, wyjdź. Idź do kuchni i przygotuj śniadanie. Później wszystko ci wytłumacze. - powiedziałam tak szybko jak tylko umiałam. Marta posłusznie wyszła z łazienki. Poczułam się jakoś dziwnie. Wszystko zaczęło wirować mi przed oczami. Woda nie ruszała się. Nagle coś uniosło mnie w powietrze. Lewitowałam jak ta woda !! Niesamowite ! Przez chwile myślałam, czy to czasami nie sen ! Nagle woda powoli, lecz z wielką gracją zaczęła się poruszać. Robiła to tak delikatnie i zgrabnie, że z trudem rozpoznałam, że to woda, ponieważ przybierała ona różne kształty. Nie myśłam o tym, jak potem zejdę na ziemię, a nawet nie chciałam zejść. Nie wiedziałam co się ze mną działo w tamtej chwili..Nagle jakbym zapanowała nad tym. Mogłaś się obrucić, "podlecieć" wyżej, niżej. Objełam nad tym kontrolę. I podobało mi się to. Nie wiedziałam, jak to się dzieje, i nie myślałam o tym, a przynajmniej przez najbliższy czas nie zamierzałam. Gdy zadzwonił telefon, woda szybko opadła na ziemię, a ja razem z nią. Szybko wsiąkła w podłogę, co wydawało się niemożliwe. Mi nic się nie stało, ale żałowałam, że to się już skończyło. Chciałam jeszcze raz poczuć się tak magicznie jak w tamtej chwili... Zapomniałam wtedy o bożym świecie. Ale teraz nie czas na rozmyślanie o tym niezwykłym uczuciu. Musiałam się poważnie zastanowić co takiego mam powiedzieć Marcie. Przecież nie powiem jej, że lewitowałam!! Uznała by mnie za jakąś wariatkę totalną. Ale też nie wmówie jej, że to tylko zwidy, bo obie to widziałyśmy. Naprawdę nie wiedziałam wtedy co robić. Nie jestem zbyt dobra z chemii.. mam 4, ale coś tam umiem z lekcii. Marta za to ma z chemii 2 i nic się na nią nie uczy.. Przeszło mi przez myśl, że może wykorzystać moją przewage w tej oto dziedzinie i wmówić Marcie, że to co widziała, a raczej widziałyśmy, była to woda, która zabierała jakąś tam cząsteczkę czegoś, dzięki której zaczeła nieruchomieć na ziemii, lecz w ludzkich oczach, wyglądało to jakby lewitowała. Tak, to by przeszło u Marty. Musiałam tylko dojść do tego, jak to się zaczeło. Przecież musiałam coś z tym zrobić. Przez chwilę przeszyła mi się przez mózg myśl, o tych wszystkich czarodziejkach, syrenkach itd.. lecz to nie mogłam być ja. Stwierdziłam, że narazie zignoruje ten fakt i to zdarzenie, ale będę czujna na kolejne takie dziwne rzeczy. "Może jednak jestem kimś innym niż reszta świata.." - pomyślałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz