niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 3 Wyjaśnienia i spacerek

Zeszłam na dół, do Marty. Wiedziałam już, co mam jej powiedzieć, rzecz w tym, że nie za bardzo chciałam.. Bo jeśli ona w to nie uwierzy ? Przecież nie mogła wiedzieć o tym, że jakimś cudem lewitowałam w powitrzu! Razem z jakąś magiczną wodą! Wróciłam na ziemię. Gdy weszłam do kuchni, Marta siedziała prz stoliku i jadła płatki z mlekiem na śniadanie. Gdy mnie zobaczyła, szybko i nerwowo wykrztusiła :
-I co z tym czymś? Co to było ? - zapytała.
Opowiedziałam jej całą tą bajeczkę o chemii, cząsteczkach i tych innych wymyślonych bzdetach. Marta usiadła, pewnie z wrażenia. Przez chwilę chyba się zamyśliła, bo nic nie mówiła ani się nie poruszała. Bałam się, że nie uwierzyła a to, co jej powiedziałam. Ale po krótkiej chwili wypaliła :
-Aha. To dobrze. Już się bałam, że mam halucynacje. - stwierdziła uradowana z lekką satyswakcją. - Może pójdziemy się przejść ?
-HALO !! Ja też przecież muszę się umyć, przebrać i zjeść śniadanie! Zapomniałaś o mnie czy co ? - powiedziałam z ironią.
- Jakbym o tobie zapomniała, to nie pytałabym się o spacer. Ale masz rację, sory, zapomniałam. Poczekam w salonie, może będzie coś ciekawe w TV. Aha, naprawdę fajne to mieszkanie. Cieszę się, że możemy w nim razem mieszkać. - wyprawiła swój monolog Marta i odeszła.
- Masz rację! Też tak uważam! - Tylko tyle zdążyłam wypalić, bo Marta już znikneła za rogiem.
Okeyy.. Więc poszłam się umyć.. wiecie, poranna toaleta. Potem wrzuciłam coś na siebie. Bluzeczkę w kropki, na to ładny, słodki brązowy sweterek. Śliczne, żółte spodnie, i skórzane, również brązowe buty. Wyglądałam bardzo niewinnie i słodko. Jak to mówiły te rozpuszczone laski (nikogo nie obrażając) "słitaśniee..". Wcisnełam w siebie batonika musli, bo naprawdę nie byłam głodna.
-Dobra Marta, jestem gotowa. - powiedziałam, wparowując do salonu.
- Okey, to idziemy?
-Chciałabym, tylko wydaje mi się, że zabardzo nie wiemy, gdzie iść. - dodałam ze smutkiem.
- Mylisz się. Rano, gdy jeszcze spałaś, zdążyłam wyczaić drogę do najbliższego sklepu. Jest tuż za rogiem. Kupiłam mapę miasta, ilustrowany przewodnik i moją ulubioną gumę dom żucia. - wytłumaczyła Marta.
-Och, to świetnie! Wręcz cudownie! To możemy ruszać!
Tak jak stwierdziłyśmy, tam zrobiłśmy. Właśnie byliśmy w drodze do urzędu miasta, gdy zatrzymał nas pewien przystojny chłopak. Nawet dwóch.
-Hej, jestem Step, a to jest Mark. Jesteście stąd?
-Nie, a co? Wyglądamy jak jakieś głupie turystki z tą mapą i przewodnikiem, tak ?
-Nie, nie to chciałem powiedzieć. Przepraszam. - Powiedział chłopak, i widać było, że się speszył.
-Och, no dobra, nie przedstawiłyśmy się. Ja jestem Julia, a to jest Marta. - powiedziałam.
-Julia. Piękne imię. - Powiedział Step. Był przystojny. Zresztą Mark też. Widać było, że wpadłam w oko Stepowi, a Marta Markowi ( jakie pokrewieństwo imion xD). I .. z wzajemnością.
- Może pójdziemy do kafejki ? - Zaproponmował Mark.
- Z chęcią. - Odparłśmy z Martą w tym samym czasie. I tym oto sposobem nie dotarłyśmy do urzędu miasta, ale za to poznałyśmy fajnych facetów. Ciekawa jestem, co z tego wyniknie...
______________________________________________________
Zaczełam pisać nowego blooga. Proszę, zobaczcie co na nim fajnego i skomentujcie, proszę! ;) Klik ;)